25 August 2017

ANNIVERSARIES... AND OTHER HABITS


Do you know that it’s been 8 years since I started this blog? I had no idea till today…and it’s all because I always need to take a step back before I start writing a new post. One smart guy told me once, that I’m too sentimental. Well..now with a smile on my face I have to admit he was right – after all, every note here is like ‘back to the past’ machine ;) But I realize one good thing while reading my old texts - a common sentence repeated like a mantra from the beginning: ‘I’m exactly where I always wanted to be’…and despite the passage of time and changes of place it’s still on the map. Maybe it’s because every fall, apparent ‘defeat’ or the failure brought me to this point of reaching my goal - even if I didn’t plan it. One year before starting my blog I was spent my sleepless nights thinking what I’m gonna do after graduate my Highschool. I don’t wanna paint, sculpture or do digital arts because I can’t even use a Photoshop (how could I know that?). Half a year later I was drawing on the photos with the computer mouse and 72px resolution in settings…(oh shut up - I didn't know that I had to move the slider, ok?) In that time I had no idea that this was my beginning of long, excited journey with fashion illustration and its consequences; picking up a conscious study course, moving abroad…come back again to Poland and finally discover what I want to do in my life – combine graphic with textiles. I can’t even indicate the moment when I realized this choice… maybe it was a happiness and pride of finished MA project, maybe a message from my illustration guru ‘Great works! Keep up the good work! :-)’, maybe it was a time when I’ve made a choice to start job of my dreams or maybe just a fleeting moments when I see the sun in the morning and I smile, when I draw something for myself or I dream about all these things I would do if I had …the time :) I really would like to have it more to write more often about fabrics and prints, describe my latest journey to Bangladesh, as well as other textile curiosities. Basically – all these things which affecting everybody but are interesting for nobody ;) Oh well! What you can do if you can do nothing – as my grandpa says. That’s why it’s time to focus on the present right know. Every day life teaches me to not shelve my plans and not wait for a perfect moment anymore…screw it! You can make your own perfect moment right now. For example - I’ve started writing this blog post a while ago, when I had a busy time so I’ve tried do my freelance job, prepare for upcoming journey and catch up with my blog at a same time…Some text I wrote a week later - sitting on the beach and soaking my feet in the sand with no one around. Now – I’m finishing this line at home again, between my job, freelance commissions and…my next travel tomorrow morning when I’m gonna clear my mind with mountains in the background :) Did I know about this plan a few lines above? Nope. But 8 years ago publishing my first blog post I also didn’t know that this HORRIBLE illustration makes me almost cry today…did I say I’m sentimental? I think it’s cool that we don’t know how’s the finish of our stories. And a recipe for happy endings? Don’t wait to live your life. Ah! One more important, or maybe the most important thing - surround yourself with great people who will keep you motivated. In this case I’m the lucky one…thank you! :) 
 

Czy wiecie, że za miesiąc stuknie 8 lat odkąd założyłam bloga? Ja może i bym nie wiedziała, ale chcąc napisać notkę zawszę zaczynam od wspomnień i rachunku sumienia własnych doświadczeń. Ktoś całkiem bystry powiedział kiedyś, że jestem strasznie sentymentalna. Teraz, z uśmiechem na ustach muszę przyznać mu racje - w końcu blog nie kłamie - co druga notka to istny powrót do przeszłości ;) Ale to chyba dobry znak, że czytając stare wpisy jak mantra powtarza się zdanie "jestem dokładnie w tym miejscu w którym zawsze chciałam być"...i mimo upływu lat, miejsca i czasu - dalej wszystko się zgadza. Może dlatego, że każdy dół, pozorna 'porażka' czy niepowodzenie i tak koniec końców zaprowadziło mnie do celu - nawet takiego o którego zdobyciu wcześniej nie myślałam. Rok przed założeniem bloga nie przesypiałam przedmaturalnych nocy myśląc,tylko o tym, że nie wiem co mam robić po liceum. Nie chce malować, nie chce rzeźbić, nie umiem w fotoszopa bo i skąd mam go umieć? Pół roku później rysując po zdjęciu myszką w rozdzielczości 72px (bo skąd miałam wiedzieć, że suwak trzeba przesunąć?) nawet przez myśl mi nie przeszło, że to z czasem zaprowadzi mnie do ilustracji modowej, obrania świadomego kierunku studiów, przeprowadzki za granice...by po latach wrócić do tego samego miejsca i dopiero wtedy odkryć w sobie to co na prawdę chce w życiu robić - połączyć grafikę z tekstyliami. Nie umiem nawet wskazać momentu potwierdzającego ten wybór.. Może było to szczęście i duma z efektu pracy magisterskiej, może chwila kiedy w skrzynce mailowej znalazłam wiadomość od mojej odwiecznej ilustratorskiej guru "Świetne prace! Tak trzymaj! :-)" , może to czas kiedy moja pierwsza praca na etacie była zarazem świadomym i upragnionym wyborem na życie, a może to te codzienne przebłyski kiedy uśmiecham się do siebie widząc słońce o poranku, znajdując czas by narysować coś dla siebie albo pomarzyć ile to ja bym nie zrobiła - gdybym tylko...miała ten czas :) Chciałabym kiedyś znaleźć go na tyle by więcej pisać o tkaninach i printach, opisać w końcu swoją ostatnią podróż do Bangladeszu i inne tekstylne smaczki które dotyczą wszystkich, ale ogólnie mało kogo interesują :) No trudno! Co zrobisz jak nic nie zrobisz - jak mawia mój dziadek. Dlatego póki co, czas skupić się na teraźniejszości bo coraz częściej życie uczy mnie by zamiast gromadzić plany na przyszłość czekając na ten 'idealny moment' lepiej to olać i stworzyć go sobie samemu tu i teraz. Zaczynałam tą notkę jakiś czas temu, co chwilę przełączając okna między zleceniami i nadrabianiem zaległości przed długo wyczekiwanym urlopem, niektóre zdania dopisywałam już z większym spokojem zakopując stopy w ciepłym piasku na całkowitym odludziu, teraz znów między pracą a...pracą zmierzam do zakończenia by wyjąć walizkę i w najbliższe dni oczyścić umysł po 'górskiej' stronie Polski :) Czy wiedziałam to jeszcze kilka zdań wyżej? Nie. Tak jak 8 lat temu nie wiedziałam, że zakręci mi się łezka w oku na widok tej pierwszej, KOSZMARNEJ, pobazgranej ilustracji z pierwszego wpisu :) Ale to chyba fajne, że nigdy nie wiesz jak dana historia się potoczy.. A przepis na udane zakończenie? Żyj i nie czekaj. A! I najważniejsze- otaczaj się fajnymi ludźmi, takimi co sami w sobie są kopem do działania. Ja akurat w tym temacie zawsze miałam szczęście...dziękuję!:)